Różne zachowania – ten sam mechanizm
Marta jest dyrektorką operacyjną.
W piątek dostała pochwałę od senior managementu za projekt, który prowadziła pół roku. W niedzielę o drugiej w nocy nadal nie spała. Wracała myślami do jednego momentu na spotkaniu, w którym — jak uważa — powiedziała o trzy zdania za dużo.
Agnieszka jest szefową sprzedaży.
W ten sam piątek dostała pochwałę za wynik kwartalny. W weekend właściwie do tego nie wracała. W sobotę miała call z klientem, w niedzielę poprawiała prezentację, a wieczorem odpisała na maile, które „nie mogły czekać”. W poniedziałek na zarządzie zgłosiła się do prowadzenia nowego rynku. Nie dlatego, że miała na to przestrzeń. Raczej dlatego, że w jej głowie znowu pojawiło się znajome: „ktoś musi to ogarnąć”.
Karolina jest ekspertką od strategii.
W piątek dostała zaproszenie do wystąpienia na branżowym panelu. Przeczytała wiadomość kilka razy, poczuła to znajome napięcie w brzuchu i odłożyła odpowiedź na później. W weekend wracała do zaproszenia myślami. Nie odpisała. W poniedziałek powiedziała sobie, że termin pewnie już minął.
Trzy zupełnie różne reakcje na zwykły piątek. Ten sam mechanizm pod spodem —
o tym, skąd się bierze i czemu nie ustępuje pod wpływem logicznych argumentów, pisałam tutaj.
Trzy sposoby, żeby nie poczuć tego samego
Lęk, że jeśli ktoś naprawdę zobaczy, co umiem, czego nie wiem, gdzie się waham
i czego się boję — to się rozczaruje.
Ten lęk można nosić różnie.
Można go uspokajać przygotowaniem.
Można go zagłuszać ilością obowiązków.
Można go omijać, nie wchodząc tam, gdzie mógłby się obudzić.
Marta robi pierwsze. Agnieszka drugie. Karolina trzecie.
Z zewnątrz wyglądają jak trzy zupełnie różne kobiety.
Sumienna.
Niezastąpiona.
Ostrożna.
Tak je widzą koleżanki z pracy. Tak prawdopodobnie opisałby je ich szef w rocznej ocenie. Tak każda z nich opisałaby siebie samą.
Pod spodem — może być to samo.
Strategia Marty: jeszcze trochę
Marta nie pokaże się, dopóki nie będzie dopracowana. Nie odezwie się, dopóki nie będzie pewna. Nie zgłosi się do projektu, dopóki nie spełni wszystkich wymagań.
A najlepiej kilku dodatkowych.
Każdy mail czyta trzy razy zanim wyśle. Każdą prezentację można jeszcze poprawić. Każdą decyzję ogląda z dwóch stron, na wypadek gdyby ktoś znalazł lukę.
W jej życiu zawodowym nie ma takiego momentu, w którym jest gotowa. Zawsze można jeszcze coś sprawdzić. Zawsze można jeszcze chwilę poczekać.
I to „jeszcze trochę” kosztuje — niedzielne wieczory przy laptopie, spotkania, na których milknie, bo nie przygotowała się na każde możliwe pytanie, awans, którego nie wzięła, bo „jeszcze rok i będzie gotowa”.
Marta nie poleruje, bo lubi. Poleruje, bo to jedyny sposób, jaki zna, żeby przed prezentacją móc oddychać.
A potem przychodzi rachunek.
Sukces nie przynosi ulgi, której się spodziewała — przynosi krótką chwilę spokoju
i natychmiast pytanie: „a co z następnym razem?”.
Niedziela zamiast odpoczynku zamienia się w cichą inwentaryzację poniedziałku. Sen, który nie regeneruje, bo głowa wciąż sprawdza, czego mogła nie przewidzieć. Napięcie w karku, które masaż zdejmuje na dwa dni — a potem wraca, bo wraca kolejna prezentacja.
Strategia Agnieszki: ogarnę
Agnieszka nie poleruje. Bierze.
Bierze następny projekt zanim domknie poprzedni. Mówi „tak” zanim sprawdzi kalendarz. Zostaje, kiedy reszta wychodzi. W niedzielę o dwudziestej drugiej odpisuje na maile, bo „i tak ma otwarty laptop”. Trzyma w głowie sprawy, które dawno powinna była oddelegować, bo „szybciej zrobi to sama”.
W jej zespole mówi się o niej z podziwem. Niezastąpiona. Ogarnia. Szef nazywa ją swoją prawą ręką i powtarza to publicznie.
To też jest część strategii. Bo dopóki jest niezastąpiona, nikt jej nie zakwestionuje. Dopóki bierze więcej, niż musi, nikt nie powie, że nie zasługuje. Dopóki gasi cudze pożary, nikt nie ma czasu zapytać, kim ona właściwie jest poza tym, ile dowozi.
Inna waluta niż u Marty. Ten sam zakup. Marta próbuje kupić bezpieczeństwo perfekcją jednego zadania. Agnieszka — ilością rzeczy, które bierze na siebie.
Z zewnątrz wygląda to jak energia. Czasem naprawdę nią jest. Ale jeśli pod spodem jest lęk, że bez tej kupy obowiązków zostałaby goła — to przeciążenie nie jest skutkiem ubocznym. Jest strategią.
Ta strategia też ma swoją cenę. Zmęczenie, którego nie zdejmuje weekend, bo weekend też jest zajęty. Bezsenność, która nie kończy się po urlopie, bo na urlopie sprawdza maile dwa razy dziennie. Ciało, które w pewnym momencie zaczyna mówić to, na co głowa nie miała czasu.
Strategia Karoliny: lepiej nie
Karolina ma trochę inaczej. Nie poleruje godzinami. Nie bierze następnego projektu zanim domknie poprzedni.
Ona odkłada.
Nie odpisuje. Czeka. Mówi sobie, że teraz nie ma czasu, że to nie jest dobry moment, że może jeszcze za wcześnie, że pewnie są lepsze osoby, że to chyba jednak nie dla niej.
Z zewnątrz może wyglądać, jakby po prostu nie była zainteresowana. Albo jakby miała zdrowe priorytety. „Nie pcha się tam, gdzie nie trzeba” — tak mówi jej szef
i traktuje to jako komplement.
W środku jest co innego. Napięcie. Myśl: „a co, jeśli się nie sprawdzę?”. Obraz siebie stojącej przed ludźmi, którzy wiedzą więcej. Obawa, że ktoś zada pytanie, na które nie odpowie dość dobrze. Więc najbezpieczniej nie wchodzić w sytuację, w której można zostać ocenioną.
Unikanie to najbardziej niewidzialna ze strategii — nie zostawia spektakularnej porażki, wystąpienia, które poszło źle, decyzji, którą ktoś mógłby skrytykować.
Jest tylko seria okazji, które „jakoś przeszły bokiem”. I dopiero po latach zaczyna się widzieć: to nie świat omijał Karolinę. To ona omijała miejsca, w których ktoś mógłby ją naprawdę zobaczyć.
To nie są trzy typy kobiet
Marta, Agnieszka i Karolina — to nie są trzy typy kobiet, które trzeba od razu rozpoznać w sobie.
To są trzy sposoby, które mogą pojawiać się w Tobie w różnych momentach.
Albo w różnych obszarach jednego życia.
Możesz być Martą wobec zarządu i Agnieszką wobec zespołu.
Możesz być Karoliną, kiedy ktoś zaprasza Cię do większej widoczności, a Martą, kiedy domykasz konkretny projekt.
Możesz przez lata działać przez przygotowanie — a potem, na wyższym stanowisku, przejść w nadmiar brania. Bo nie da się już dopracować wszystkiego w sto dziesięciu procentach, więc zamiast tego bierzesz na siebie więcej zadań.
Stara strategia „polerować jedno” zamienia się w „nieść trzy naraz”.
U kobiet na wysokich stanowiskach ta zmiana potrafi być szczególnie podstępna.
Z zewnątrz nadal wygląda jak skuteczność.
Jak odpowiedzialność.
Jak „ona po prostu dowozi”.
Po dwóch, trzech latach taki tryb zbiera swoje żniwo — pojawia się bezsenność, drażliwość, ciało, które przestaje współpracować.”
Pytanie nie brzmi: „którą z nich jestem?”.
Lepsze pytanie: co robię, kiedy pojawia się we mnie napięcie?
Dlaczego trudno to w sobie zobaczyć
Bo syndrom oszusta u kompetentnej kobiety prawie nigdy nie wygląda jak brak kompetencji. Wygląda jak wysoka skuteczność.
Marta dostaje świetne oceny, bo przygotowuje się bardziej niż inni — nie dlatego, że to ją rozwija, ale dlatego, że to jedyny sposób, jaki znalazła, żeby nie czuć strachu przed oceną.
Agnieszka awansuje, bo bierze odpowiedzialność, kiedy inni się wahają — nie z odwagi, tylko z lęku przed momentem, w którym ktoś zobaczyłby ją bez tarczy obowiązków.
Karolina jest ceniona, bo jest rozsądna i nie wchodzi tam, gdzie ktoś musiałby ją powstrzymywać — nie ze spokoju, tylko z obawy przed zawstydzeniem albo rozczarowaniem.
Z zewnątrz widać efekt. Od środka liczy się cena.
Co się zmienia, kiedy strategia przestaje rządzić
Strategie, których się nauczyły, nie są wadą charakteru. To sposoby radzenia sobie z napięciem, oceną albo poczuciem, że trzeba zasłużyć na swoje miejsce.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy taki sposób przestaje być wyborem
i staje się automatem — kiedy uruchamia się, zanim zdążysz sprawdzić, czy w tej konkretnej sytuacji naprawdę jest jeszcze potrzebny.
Zmiana nie polega więc na tym, że Marta przestaje być dokładna, Agnieszka przestaje być odpowiedzialna, a Karolina nagle przestaje czuć lęk.
Polega na tym, że między impulsem a reakcją pojawia się mała przestrzeń.
Możliwość sprawdzenia:
Czy ja naprawdę chcę tak zareagować
— czy tylko znów próbuję się ochronić?
Marta częściej zamyka laptopa w piątek wieczorem. Nie dlatego, że skończyła. Dlatego, że nauczyła się pytać, czy tam naprawdę jest coś do poprawienia.
Agnieszka pierwszy raz od ośmiu lat odmówiła udziału w zebraniu. Przez dwa dni czuła się okropnie. Trzeciego zauważyła, że nikt nie zwrócił uwagi, że jej nie ma.
Karolina odpisuje na zaproszenia zanim lęk zdąży napisać za nią całą historię. Nie zobowiązuje się od razu. Ale też nie ucieka.
Marta, Agnieszka i Karolina idą z trzech różnych stron. W tym samym kierunku. W stronę pracy, w której ich wartość nie zależy od tego, jak dziś wypadły.
Co możesz zrobić teraz
Spójrz na ostatni tydzień. Kiedy w pracy poczułaś napięcie — gdzie poszła Twoja pierwsza reakcja?
Czy w stronę „muszę się jeszcze przygotować”?
Czy w stronę „wezmę to na siebie, szybciej sama to zrobię”?
Czy w stronę „lepiej tego nie ruszać, odpiszę później, może to jednak nie dla mnie”?
A może rozpoznajesz w sobie więcej niż jedną — w różnych obszarach życia?
Nie chodzi tu o etykietę. Chodzi o to, żeby zacząć rozróżniać, kiedy działasz z wolności, a kiedy z lęku, który nauczył się dobrze wyglądać.
Może rozpoznałaś tu siebie. Może Martę, Agnieszkę albo Karolinę ze swojego zespołu. Tak czy inaczej — jeśli ten mechanizm jest Ci znany, nie musisz go rozwiązywać sama. Zapraszam na rozmowę.
Sprawdzimy, która strategia działa u Ciebie i co zrobić, żeby przestała być automatem.

